Konin, którego nie ma

Konin, którego nie ma – Tam gdzie teraz jest ściernisko …

No i spokojni jesteśmy, że tym razem nikt by chyba nie zgadł co widzimy na zdjęciu.

Konin, którego nie ma – Województwo

Kolejny widoczek na skrzyżowanie Dworcowej i Alei 1 Maja. Na zdjęciu Hotel Konin, autobus „San”, autobus „Jelcz” , dwie Syrenki i jeden „ Mały Fiat”. Zza kadru, po lewej stronie , wygląda Towarzysz Lenin.

Konin, którego nie ma – Kurów

Widok, jak z propagandowego plakatu. Stare odchodzi i idzie nowe. No i wiemy, że Kurów. A Państwo wiedzą gdzie była ta " zabita dechami" wioska

Konin, którego nie ma – Co tam Panie w repertuarze ?

No i oczywiście jesteśmy na Placu Wolności. Lata sześćdziesiąte. Ruch, jak w dużym mieście. A ta grupka wpatrzona w gablotę na budynku? To miejscowi kinomani. W gablocie bowiem skupiało się całe niemal życie kulturalne miasta, a mianowicie przedstawiany był plakat, fotosy najbliższego filmu w kinie „ Górnik”. Co najważniejsze, podawany był także groźny napis : "Dozwolony od lat …”

Konin, którego nie ma – Przedszkolaki’ 56

No, nie można ukrywać. Standardy były „ nieco” inne. Ale wygląda na to, że dzieciaki były szczęśliwe. Może bardziej?

Konin, którego nie ma – Ochronka

Czasami jeszcze coś człowieka zaskoczy. Wpadła mi w ręce widokówka, której nigdy jeszcze nie widziałem. No , ale to by było jeszcze nie takie dziwne…

Konin, którego nie ma – Było, minęło

Śliczny, nowy, nowoczesny. Koszule, głównie do Anglii. Ale czasem „ rzucili” na rynek. Pracowało tam z 300 kobiet. Dzisiaj strasząca miejscowych i przejezdnych ruina. Znów chodzi mi po głowie stary dowcip. Pewien mieszkaniec Petersburga opowiada: „ - Przed rewolucją, w tym sklepie po drugiej stronie ulicy, można było kupić kawior, jesiotry, koniak… I komu to przeszkadzało ?”

Konin, którego nie ma – Na skarpie

Codziennie walczę z pokusą, czy pokazać Państwu zdjęcie, jako zagadkę, czy też opowiedzieć coś o widocznym na zdjęciu obiekcie. Amfiteatr „ Na skarpie” powstał w połowie lat siedemdziesiątych. Odbywało się w nim wiele imprez, z których mieszkańcom Konina, w szczególności pozostały Derby Estradowe. Koncepcja ich była tak samo prosta, jak i genialna.

Konin, którego nie ma – Jak tu cicho o zmierzchu

No i gdzie dzisiaj jesteśmy? Były dwa ulubione miejsca niedzielnych spacerów. Pierwszy, wałem, obok parku, Krykawki, czasami aż nad „Strugę”. Drugi przez most drewniany, potem w cieniu lip, zatrzymując się czasami na kamiennych ławeczkach ustawionych wzdłuż ulicy , do kapliczki zawieszonej na drzewie i skrzyżowania z nowopowstałą „ nową przeprawą”  w kierunku do Warszawy. Wiecie już gdzie ?

NajnowszeNEWS