Ciekawostki

Śladami Niepodległości – Emisariusz (11)

Kochali powstańcy swego kapłana. I nie tylko jego słowa czy postawa w czasie bitwy imponowała żołnierzom. Kochali go głównie za wierność sobie, za zgodność tych słów z czynami. W innym miejscu wspomina „Jordan", jak ugoszczony został oddział w jednym z dworów. Po wielu dniach niedojadania ugoszczono panów oficerów na pokojach, a reszcie też dano posiłek, lecz skromniejszy. „Ksiądz Max z zasady nie jadł tego czego kosynierzy nie mieli, więc musiał - biedak - poprzestać na kawale chleba z wędzoną słoniną."

Granatowe fartuszki – Pamiętacie ?

Obowiązkowy strój w szkole Do tego jeszcze noszona na ramieniu " tarcza" z numerem szkoły. I wszystko jasne...

Śladami Niepodległości – Emisariusz (10)

Po pierwszej ciężkiej, nieprzespanej nocy - zanotował w swoich pamiętnikach „Jordan" - w której po wygodnych naszych łóżkach kulbaka służyć nam musiała za poduszkę, a burka za materac i kołdrę zarazem, kiedy zziębnięci i znużeni zaczęliśmy się pożywiać resztą, prowiantów znajdujących się w mojej bryczce, której Andrzej strzegł jak oka, nagle, wśród ciszy, przerywanej tylko szmerem drzew i szeptem kosynierów krzątających się koło rozpalonego stosu gałęzi - zadźwięczał dzwonek przed namiotem dowódcy. Zebraliśmy się tam, a w głębi namiotu spostrzegliśmy mały ołtarzyk polowy, przed którym, ubrany już w komżę i ornat, ksiądz Max rozpoczął odprawianie Mszy Świętej.

Dawno temu w Międzylesiu …

Szkoła. 1938 rok

Śladami Niepodległości – Emisariusz (9)

Zaiste, „wielkie rzeczy robił" Tarejwo w Lądzie! Za jego to przyczyną atmosfera stawała się coraz bardziej gorąca. „Stworzone były poczty narodowe, to jest każdy dwór był obowiązany niezwłocznie przesyłkę odebraną posłać dalej do sąsiedniego dworu i dalej, aż do dojścia we właściwe miejsce. Przewożeniem tych przesyłek - wspomina Chmielewski - zajmowałem się ja z bratem. A była to rzecz niełatwa, bo majątek rodziców znajdował się niż przy głównym trakcie z Konina do Pyzdr, na którym ruch wojska był bardzo częsty, tak że nie było dnia. żeby jakiś oddział kozaków, to huzarów lub piechoty nie przechodził, a bardzo często wstępowali do dworu. (...) Prawda, że mieliśmy ostrzeżenie o każdym ruchu jak najmniejszych wojsk, czy to wyszli z Konina, czy Słupcy, czy Pyzdr, to już sztafety obywatelskie konne ostrzegały na wszystkie strony dwór od dworu, i to co koń wyskoczy. Na te sztafety, pamiętam, zawsze mieliśmy u nas dwa wierzchowce gotowe, jeden dla mnie, drugi dla brata. Poczty narodowe najczęściej przenosiliśmy pieszo lub bryczką, bo konno było niebezpiecznie. Zaczął się ruch coraz większy przejazdu osób rozmaitych, którzy wylegitymowawszy się dowodami Rządu Narodowego, jedni jako dowódcy przyszłych oddziałów, drudzy jadący z rozmaitszymi misjami, jedni uzbrojeni inni bez broni - żądali koni do dalszej drogi, na co także kilka koni gotowych stało w stajni. (...)

Śladami Niepodległości – Emisariusz (9)

A tak swoje pierwsze spotkanie z o. Maxem wspomina inny powstaniec A. Chmielewski

Śladami Niepodległości – Emisariusz (8)

„W imię Świętej i nierozdzielnej Trójcy. Gdy szybko ubiegają dni żywota naszego, jak cienie słońca i dym giną. My więc Mieczysław z Bożej Łaski książę Polski pragniemy, aby wiadomym było, iż dla miłości Pana naszego Jezusa Chrystusa świętych zakonników ze zgromadzenia cystersów osadziliśmy w miejscu nazwanym Lenda nad rzeką Wartą" - pisał w akcie fundacyjnym z 1175 roku Mieszko Stary. Od tej pory klasztor przechodził najróżniejsze dzieje. Gościł królów: Łokietka i Kazimierza, zniszczony był przez Krzyżaków, przeżywa, pod rządami opata Mikołaja Antoniego Łukomskiego swój rozkwit, by w 1796 paść ofiarą kolejnej grabieży, dokonanej przez praskiego zaborcę. W 1819 roku, pod naciskiem władz carskich, następuje kasata opactwa cysterskiego w Lądzie i przez ponad 30 lat klasztor i kościół pozostają „bezpańskie", rujnując się i podupadając.

NajnowszeNEWS